Purple rain

fotografia za: last.fm
.
Deszcz nas zasadniczo w sobotę oszczędził - między popołudniowymi a późno-nocnymi opadami rozpięła się przestrzeń, w której zmieściły się wszystkie główne open’erowe koncerty.
Mocne okazało się polskie otwarcie najważniejszych scen - hałaśliwe Paristetris i rozbujane Sistars. Kobiety zdominowały kolejne wydarzenia w namiocie - najpierw Mette Lindberg z The Asteroids Galaxy Tour poderwała tłum do tańca, a potem Kate Nash pokazała pazur i swoje mocniejsze, gitarowe oblicze.
Na main stage wystąpił zespół Primus, który potwierdził swoją reputację zespołu ekstrawaganckiego i… świetnego koncertowo, nawet jeśli było ciut za jasno na uzyskanie idealnej atmosfery.
Za to po zejściu ekipy Lesa Claypoola ze sceny narastać zaczęła atmosfera oczekiwania na najważniejsze wydarzenie tegorocznej edycji. Prince pojawił się na scenie tuż po 22-giej, stając naprzeciw gigantycznego tłumu i w trakcie swojego ponaddwugodzinnego koncertu udowadniając, że słowa “artysta wielkiego formatu” odpowiadają rzeczywistości. A przede wszystkim rozkręcił naprawdę świetną imprezę.
Po koncercie Prince’a na scenę wstąpił Ziółek, zapodał dziękczynną gadkę i bardzo nisko ukłonił się publiczności. A potem były fajerwerki do open’erowych hitów, yay!
Wśród opcji “co jeśli nie Prince” najlepszy okazał się Gooral z zespołem. Wyśmienity koncert na scenie world każe nam mieć nadzieję, że kariera tego muzyka będzie toczyć się takimi torami, że niedługo ponownie zobaczymy go na Open’erze.
A jeśli o scenę world chodzi, to na ostatnim sobotnim koncercie tamże zdarzyła się kuriozalna wprost obsuwa - Big Boi wyszedł na scenę opóźniony o 98 minut (można było pójść do tenta na Chapel Club i wrócić). Spóźnienie wywołane zostało problemami technicznymi ekipy BB. Komunikat z prośbą o cierpliwość wisiał na ekranie bardzo długo, wykurzył dużą część publiczności, ale ci, co zostali, nie żałowali - raper dał fantastyczny, bardzo energetyczny koncert.
Ostatni dzień festiwalu to pierwsza w historii wizyta The Strokes w Polsce. Przed headlinerem zaprezentują się The Wombats, po nim - M.I.A. W namiocie już od 19 intensywnie, bo najpierw These New Puritans, a potem James Blake i Hurts (na tych dwóch występach przewidujemy tłumy).
A w ramach grande finale dwie taneczne imprezy - Chromeo w namiocie o 1, a na mainie o 2 deadmau5. I 10-ta edycja Open’era przejdzie do historii… Ale to jeszcze kilkanaście godzin! A na razie my nie dowierzamy, bo w Gdyni piękne słońce… Chyba czas ruszać na festiwal, sprawdzić, czy może tam jednak nie ma deszczu!
Do usłyszenia!
Sprawdź też
Tagi: club, festiwal, festiwale, Gooral, hurts, imprezy, klub, klub.FM, koncert, koncerty, rap, występ
