Relacja z Coke Live Music Festival 2010 | bilety na koncerty
Relacja z Coke Live Music Festival 2010 | Pochodzenie: klub.FM
W ciągu ostatnich kilku lat w Polsce festiwalowe lato rozrosło się do całkiem pokaźnych rozmiarów. Fanów dobrych dźwięków cieszą już nie tylko ilość różnych imprez wsód których mogą wybierać, ale także i format koncertujących w naszym kraju gwiazd. Wakacje można zatem spędzić podróżując z jednego festiwalu na inny, praktycznie nie mając ani chwili wytchnienia.
I w czasie gdy rodzą się kolejne festiwalowe eventy, ekipa Alter Art spokojnie idzie swoją ścieżką, utrzymując wysoką pozycję, na którą pracowała przez ostatnich 9 lat. W tym roku też dało się zauważyć, że postanowili ?odciążyć? nieco swój okręt flagowy, czyli gdyńskiego Open’era, zapraszając kilka gwiazd pierwszego formatu na swoje nieco młodsze produkty ? i tak Selector urozmaicił m.in. Faithless, zaś na Coke Live Music Festival zawitali w tym roku The Chemical Brothers oraz Muse (wszystkie z wymienionych zespołów pojawiały się zresztą w ubiegłych latach również i na Openerze). V edycja Coke Live, która zamknęła tegoroczny sezon koncertowy Alter Art w dużej mierze oparta była na nieco bardziej popowych odmianach brzmień gitarowych.
Najwięcej oczywiście można by pisać o występach głównych gwiazd festiwalu, warto jednak zaznaczyć obecność kilku innych, bardzo dobrze zapowiadających się grup, które można było usłyszeć w sierpniowy weekend w Krakowie. Co istotne – scena w namiocie, firmowana głównym sponsorem festiwalu często zaskakiwała ? oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na Coke Stage pojawili się bowiem ze znakomitymi koncertami reprezentanci młodej siły, którzy bez kompleksów potrafili porwać za sobą kilkutysięczną publiczność.
Wśród nich na duże słowa uznania zasługuje zespół Irena, zwycięzca tegorocznej edycji Coke Live Fresh Noise ? konkursu, którego nagrodą główną jest występ na głównej edycji CLMF. Panowie porwali publiczność swym melodyjnym gitarowym graniem, a ukoronowaniem koncertu były butelki szampana wypite razem z publicznością. Zwycięzcy potwierdzili tym samym, że znaleźli się na festiwalu nie przez przypadek, a głosy oddawane na nich w konkursie były jak najbardziej zasłużone. Zespół w umiejętny sposób potrafił połączyć łagodność alternatywnego grania, które w wykonaniu na żywo zyskało sporo uroku a także nieco energii, która urozmaiciła ich kompozycje.
Znakomity L.Stadt, grając trochę ostrzej niż wspomniana Irena oczarował na nieco ponad godzinę zebranych pod sceną widzów. Aby jednak tych gitarowych dźwięków nie było za dużo, musiała się pojawić również jakaś przeciwwaga ? tym razem w osobie Eldo z towarzyszącym mu niezmiennie Danielem Drumzem. I tu słowa uznania należy skierować przede wszystkim do tego drugiego. Dj i producent odpowiedzialny za brzmienie największych hitów rapera pokazał najwyższą klasę ? jego seta słuchało się z prawdziwą przyjemnością. Sam Eldo jest już na tyle doświadczony na scenie, że doskonale potrafił zapanować nad tłumem, Daniel Drumz zaś okazał się nie tylko scenicznym dopełnieniem Eldoki, ale zupełnie osobnym zawodowcem, bez którego ciężko byłoby wyobrazić sobie równie porywający koncert. Set wypełniły głównie utwory z solowej twórczości Eldo, nie zabrakło jednak odwołań do Grammatika, które spotkały się ze znakomitym przyjęciem publiczności. W dużej mierze zasługą tego były znakomite miksy Daniela Drumza właśnie.
Wreszcie, na samo zamknięcie festiwalu sceną Coke Stage zawładnął Fox. Po rewelacyjnym występnie na Openerze, z całą plejadą gości (którzy zresztą pojawiają się na płycie) oczekiwać można było mocnego strzału. Fox spełnił każde z tych oczekiwań, co więcej pod koniec występu musiał siłą zostać ściągnięty ze sceny przez Natalię Lubrano ? ostatni utwór bowiem przerodził się w jam session, którego końca nie było widać. Dodatkowo, porównując występ formacji w Krakowie do tego gdyńskiego dało się znaleźć pewne zasadnicze różnice. Otóż koncert podczas CLMF brzmiał o wiele bardziej klubowo niż ten pierwszy. Krakowska publiczność miała zatem okazję poznać nieco mniej funkowe oblicze Foxa, co doskonale zresztą świadczy o materiale zawartym na płycie ?Fox Box?. Aranżacje oparte na klubowym beacie pokazują, że Fox artystą jest wszechstronnym i można spodziewać się z jego strony jeszcze niejednej niespodzianki.
Dużo mniej zróżnicowany był namiot Burna, w którym dominowały cięższe elektroniczne dźwięki. Na wyróżnienie zasłużyli tutaj Mentalcut, który ożywił nieco atmosferę energicznym dacehallem, czy Last Robots z potężną dawką techno zmieszanego z housem. Pewnym wyłomem gatunkowym na Burn Stage był duet szykowany specjalnie na CLMF ? czyli Plasctic vs. Pono. Zderzenie electropopu z hip-hopem okazało się całkiem udane i zdecydowanie warto by było zobaczyć taki duet jeszcze na innych scenach.
Czas wreszcie zajrzeć na główną scenę festiwalu. I tu na początku spotkało nas pewne zaskoczenie ? już pierwszego dnia publiczności zaserwowany został zestaw trzech z czterech największych gwiazd festiwalu. Zaczęło się od występu N.E.R.D, który choć grał jeszcze przy świetle dziennym porządnie rozkręcił atmosferę pod sceną. Oczywiście nie mogło zabraknąć staników tradycyjnie lecących w stronę Pharella Williamsa.
To dopiero jednak początek wyjątkowych wrażeń i niespodzianek. Zespół 30 Seconds to Mars byli wręcz zszokowani gorącym przyjęciem zgotowanym im przez polskich fanów (choć w tym przypadku należało by stwierdzić, że raczej chodziło o fanki ? w szczególności szczególny aplauz dotyczył Jareda Leto, frontmana zespołu). Po zaproszeniu na scenę grupy dziewczyn wokalista co chwilę dawał upust swojemu zachwytowi polską publicznością, podkreślając, że w tym momencie sam czuje się tak, jakby był Polakiem. Takie deklaracje nie mogły pozostać bez echa ? był to bowiem pierwszy koncert tej formacji w kraju, a sądząc po niezwykle ciepłym przyjęciu, jakie ich spotkało, na pewno nie ostatni.
Koncerty tych dwóch grup były zdecydowanie określić można jako ukłon w stronę bardziej popowego oblicza CLMF, do którego przyzwyczaili nas organizatorzy w poprzednich czterech edycjach. Zamknięcie pierwszego dnia festiwalu było jednak już ucztą dla wielbicieli znakomitej elektroniki spod znaku The Chemical Brothers. Set wypełniły przede wszystkim utwory z najnowszego albumu duety ?Further?. Towarzyszyły im oczywiście wizualizacje, które można było już poznać za pośrednictwem poszerzonego wydania albumu, do której dodana została płytą zawierającą wizuale.
Całość jednak doskonale została wkomponowana między starsze numery Chemicali, którzy ani na chwilę nie tracąc rytmu, i od czasu do czasu miażdżyli fanów zebranych pod sceną kolosalną dawką basów. Warto też zaznaczyć, że nowe utwory w nieco innych aranżacjach dużo zyskały w wykonaniu na żywo. Brzmienie albumu momentami może okazywać się bowiem jednostajne ? a o takiej jednostajności na koncercie nie było mowy. Kawałki żyły swoim życiem i nabierały zupełnie nowego wyrazu.
Dzień pierwszy zakończył zatem mocny akcent ? drugiego dnia zaś wszystkie dotychczasowe koncerty festiwalu przyćmił jeden tylko zespół. Koncert, na który według organizatorów przyjechało dodatkowo 15 tysięcy fanów zespołu, i który okazał się znakomicie trafionym zakończeniem festiwalu to oczywiście Muse. Po niezbyt porywających występach The Big Pink czy Panic! At The Disco (koncert tych drugich trwał jedynie niespełna godzinę) Brytyjczycy potwierdzili wielką klasę i umiejętność tworzenia wielkiego widowiska. Podczas koncertu, perfekcyjnego zarówno pod względem wykonania, jak i efektowności. obok wszystkich największych hitów zespołu pojawiły się też utwory z ostatniego (już nie takiego nowego) albumu ?Resistance?.
O ile The Chemical Brothers do swojego występu użyli dwóch rzutników laserowych tak Muse wykorzystało ich aż pięć! Scenę dopełniał ekran w kształcie plastra miodu, który był jednak bardziej dodatkowym telebimem ? bo wizualizacji zbyt dużo się nie pojawiało. Nie przeszkadzało to jednak w ogóle, bo oprawa świetlna oraz dodatkowe efekty (znane już wielkie dmuchane piłki wypuszczane na publiczność podczas ?Plug In baby?) były bardziej niż satysfakcjonujące. Tytuł najlepszego obecnie zespołu koncertowego należy się Muse bez dwóch zdań.
Ekipa Alter Art zasłużenie zbiera zaś pochwały i nagrody za swoje kolejne przedsięwzięcia. Ubiegłoroczny tytuł najlepszego festiwalu dla Openera pozwolił im osiągnąć pozycję, z której to oni mogą dyktować warunki i sami są w stanie zadbać o frekwencję i organizację swoich imprez.
V edycja CLFM zakończyła koncertowe lato Alter Art w sposób prawdziwie wybuchowy ? i to dosłownie! Pokaz sztucznych ogni po występie Muse był ukoronowaniem znakomicie wykonanej pracy. Trzy świetne festiwale, które cały czas zyskują zarówno na jakości, jak i na popularności ? to niemałe osiągnięcie. Pozostaje zatem trzymać kciuki, aby przyszłoroczne edycje ich festiwali okazały się co najmniej równie udane i bogate we wrażenia muzyczne.
Chcesz otrzymać informacje o zbliżającym się koncercie Relacja z Coke Live Music Festival 2010?
Wpisz swój email do newslettera.
Bilety na Relacja z Coke Live Music Festival 2010 w sprzedaży. Bilety i karnety na KLUB FM NEWS dostępne pod linkiem: Relacja z Coke Live Music Festival 2010.
Sprawdź też
- Yeasayer już we wtorek (0)
- Głosuj na festiwale Open’er, Coke Live Music lub Selector (0)
- Wiedeńska Noc Sylwestrowa, Sylwester, Opole, Filharmonia Opolska, 31.12.2010, 21:00. Kup ostatnie bilety na sylwestra w Opolu. (0)
- O.S.T.R., Warszawa, Klub Stodoła, koncerty 24.11.2010 i 25.11.2010. Kup ostatnie bilety na występ! (0)
- Levity, Warszawa, Skwer – filia Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny, koncert 21.11.2010. Kup ostatnie bilety na koncert! (0)